«

»

Włóczykij 2015

wloczykijBył to mój trzeci Włóczykij Trip Extreme na trasie 50km i jednocześnie pierwszy start na 50tkę po ponad dwóch latach przerwy, dodatkowo zapowiadał się pierwszy start „solo”, bo nikt z RK Teamu nie był chętny na wyjazd do Gryfina. Wyszło ok. 54km w 6h04min i 7 miejsce, mogło być prawie godzinę lepiej, ale od początku…
Start miał nastąpić o 16:30, czyli zapowiadało się max. 1,5h dnia i 2-3 razy tyle po ciemku. Niestety o 16:30 wyjeżdżaliśmy na start autobusem, a wybiegliśmy dopiero o 17:20. Od startu ruszamy dość mocno, około 5min/km. Biegnę gaworząc z Waldkiem i Piotrem z Maratonu Leszno. Podbijamy jedynkę, część zawodników próbuje ciąć na szagę do następnego punktu, ja się grzecznie wycofuję, bo sił jeszcze sporo i lepiej polecieć na pewniaka drogą. Między drugim i trzecim punktem (PK30 – PK5) doganiam na drodze Janusza Skowrońskiego i od tego momentu biegniemy razem. Trójkę odbijamy jako pierwsi i dopada nas tam Michał Jędroszkowiak i… tyle go widzieliśmy. Michał w tempie 4:15/km minął nas jak TGV furmankę :P ciągnąc za sobą dwóch wybieganych chłopaków. Punkty szły jak po sznurku, na 25 km trasy mieliśmy ok 2h20min i jakieś 10 minut straty do Michała i tam przydarzyło się to co nie powinno…
Do ścięcia około 500m przez las, częściowo przez bagno, niby może tam iść jakaś droga, ale to najważniejsze miejsce na mapie przykrywa akurat numerek. Wchodzimy w las, natrafiamy na wodę, którą początkowo próbujemy omijać (byliśmy wtedy jakieś 50m od łąki na której stał punkt) przez co znosi nas trochę na południe, w końcu nadchodzi nieuniknione, zanurzamy buty w zimnej błoto-wodzie. Dochodzimy do rowu z wodą, nie widać żadnej kłody, więc sondując dno kijem przełażę zanurzając się po pas. Idziemy dalej i dochodzimy do jeziorka. Możemy być przy jednym z dwóch, rozsądek mówi, że jesteśmy przy tym 200m od punktu, ale serce każe wierzyć, że jest inaczej. Obchodzimy jeziorko, żeby sprawdzić czy po drugiej stronie nie ma punktu i w ciągu minuty pakuję się kilka razu po pas w wodę. Skurcze w obu łydkach, powoli zaczynam tracić czucie w stopach. 20 minut brodzenia w wodzie przy -2 stopniach i organizm zaczyna czuć skutki wychłodzenia. Woda strasznie wyciąga z nas energię i chcemy już tylko jak najszybciej się stamtąd wydostać. Będąc 200m od punktu ustawiamy azymut w przeciwnym kierunku, byle jak najdalej od tej lodowatej wody, wychodzimy na suche, szybko do drogi żeby rozgrzać się w biegu. Na szczęście następny punkt to CZAS STOP, gdzie można godzinę odpocząć, ugrzać się i coś zjeść (pyszne risotto z warzywami i kurczakiem :) ). Dobiegamy tam na drugim miejscu za ekipą Michała, tylko nie mamy tego perfidnego PK33. Przybiegają kolejni zawodnicy i opowiadają o jakiejś grobli i kartce z drogowskazem od organizatorów. Mój wkurw jest coraz większy… udaje mi się namówić Janusza na powrót na 33 z atakiem od drugiej strony. Nadrabiamy 4km, dodatkowo mamy dużo trudniejszy przebieg na kolejny punkt, ale dalej jesteśmy w grze i będziemy sklasyfikowani. Druga część trasy to spokojne i znowu właściwie bezbłędne zaliczanie kolejnych PK. Niestety na ostatnich kilometrach tempo już siada do ponad 6:30/km. Kończymy na 7 miejscu na 250.
Organizatorzy Włóczykija trzymają wysoki poziom jeśli chodzi o otoczkę (przede wszystkim jedzenie), ale w porównaniu do poprzednich edycji bardzo poprawiła się trasa. Nie było już przypadkowych punktów gdzieś w środku lasu, na mapie pojawiły się powiększenia, długie przeloty były poprzeplatane z krótszymi bardziej czujnymi – super!

wloczykij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

*

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>