«

»

Sukces w Gliwicach

W Gliwicach zagościłem w tym roku po raz czwarty, po raz drugi w mixach z Adą. Oprócz nas wybrali się jeszcze Gucio z Tomkiem oraz Ala z debiutantką Olą. Start rajdu miał miejsce wyjątkowo przy gliwickiej radiostacji. Byliśmy tam troszkę przed 14, więc pozostawała nam godzina czekania. Poszliśmy zatem zmierzyć sobie ciśnienie i sprawdzić wiek serca Okazało się, że mam lekkie nadciśnienie, ale to pewnie przez to, że jak to zwykle bywa poziom adrenaliny przed startem jest nieco wyższy. Punkt o 15 pani z urzędu wygłosiła mowę powitalną i ruszyliśmy po mapy. Traf tak chciał, że ktoś tak wyszarpnął swoją mapę, że przeciął mi nią palec i przez pewien czas zamiast obmyślać wariant musiałem tamować krwotok. Na szczęście szybko o tym zapomniałem.

gliwice1

Bez dłuższego zastanawiania postanowiliśmy, że zaczniemy od punktu nr 3, czyli na początek blisko 3 km biegu na świeżości. Rozpoczęliśmy dosyć mocno po ok 4:20/km. Słyszałem tylko za swoimi plecami głośne sapanie Ady. Fakt, byłem wobec niej mało litościwy. Ale w końcu jest to nasz klubowy koń z mocną łydką ;p Na kolejnym punkcie czekało na nas pierwsze zadanie specjalne – siłownia w parku. Zadanie bardzo proste i po pół minucie znowu zasuwaliśmy. Tempo nadal mocne. PK1 bez problemu. Czuliśmy, że jest moc. Na PK13 musieliśmy przejść przez rzekę na linie. Poszło nam to błyskawicznie. Zadanie specjalne na PK6 polegało na rozpoznaniu 3 melodii hymnów. Był to nie lada wyczyn, gdyż hymn Hiszpanii, Belgii czy Estonii nie jest zbyt znany. Za drugim razem udało nam się trafić. Na kolejnym punkcie musieliśmy również trafiać, ale tym razem w worek treningowy i trenerkę boksu. Co to dla mnie, z moimi bickami… PK5 i PK7 to tylko lampioniki bez zadań. Na PK12 zawiązali mi oczy , dali kubeczek z wodą i musiałem podążać po placu manewrowym za głosem Ady: „Prosto, prosto, ale nie w to prosto, w tamto prosto” Czułem się jak pijany niewidomy. Na samym końcu Ada naprowadziła mnie na krawężnik i musiałem za karę zrobić 15 pompek, które czuje do dzisiaj; p Na PK11 musieliśmy trafić podkową w słupek. Jakoś się udało za n-tym podejściem. PK 8 zlokalizowany był w budynku wydziału architektury, a zadanie polegało na ułożeniu z kubeczków, kartek i patyczków wieży o wysokości 40cm, która utrzyma książkę. Na początku kombinowaliśmy z wtykaniem patyczków w kubeczki, ale po chwili namysłu stwierdziliśmy, że wystarczy wsadzić kubeczek na kubeczek. Po 5 minutach podążaliśmy na najgorszy punkt – zadanie matematyczne, które polegało na zamianie liczby 285 na postać binarną. W liceum pisałem nawet na to programy, ale niestety ściągałem na sprawdzianach. Jak widać ściąganie się nie opłaca. Po dwóch podpowiedziach orgów i 15 minutach bezsensownego myślenia opuściliśmy. Do końca zostało nam już ok 2 km pod górkę do radiostacji. Po drodze jeszcze musieliśmy zaliczyć PK10. Zmęczenie dawało się we znaki. Na szczęście po wyłonieniu się zza kamienic wieży radiostacji, adrenalina podskoczyła. Na mecie czekało na nas jeszcze jedno krótkie zadanie w samochodzie z laserami. Szybko przeczołgałem się pod laserami do guziczka i raptem byliśmy na mecie. Po pierwszym dniu zajmowaliśmy 3 miejsce wśród mixów i 7 ogólnie. Niedosyt pozostawał…

SONY DSC

Dla mnie I dzień może nie był największą porażką, ale byłam na siebie wściekła, zła, zmęczona i niestety emocje wzięły górę, musiałam odreagować na mecie, a Władek zastanawiał się gdzie zniknęłam , bo jest głodny, a ja miałam karteczki na jedzenie …. Na szczęście II dzień był kompletnym przeciwieństwem, humor dopisywał, choć tez nie od samego rana – praktycznie cała nieprzespana noc nie była dobrym prognostykiem na dobry start, z tego względu chmura gradowa wisiała w powietrzu; wczesna pobudka i wszystko na raz: pakowanie, przykręcanie mapników, ostatnie smarowanie łańcucha, przyczepianie lampek i nr startowych i chwilę po 8 wyjechaliśmy z Władkiem z Zabrza (jakieś 6km od Radiostacji). Po drodze jeszcze ostatnie pompowanie kół i w centrum byliśmy ok. 8.40, do startu nie zostało już zbyt dużo czasu, a bukłak i bidon jeszcze nienapełniony wodą. Koniec  końców wszyscy zdążyli się ubrać, przygotować i chwilę przed 9 czekaliśmy zwarci i gotowi pod bramą startu. Start ruszył z lekkim opóźnieniem, ale tak jak zawsze bardzo mocno. Pierwsze 2pkt dość proste, ale stawka powoli zaczęła się już rozciągać, następnie BnO – dla nas bez problemów, nawet przez chwilę prowadziliśmy w całym wyścigu. Kolejny pkt  – cały czas bardzo mocno, bez chwili czasu na łyk wody. Przejazd na 4pkt może trochę z błędem, ale nie chcieliśmy ryzykować,  na mapie nie było do końca drogi, jakieś stawy po drodze, nie wiadomo było czego się spodziewać. Pkt 4 i 5 podbiliśmy razem z naszymi kolegami z On-sight praktycznie idealnie. Taki mały błąd wkradł się nam przy dojeździe do pkt z kajakami, taka prędkość, że nie skręciliśmy tam gdzie powinniśmy, szeroka dobra droga zachęcała do dalszej jazdy. Troszkę naokoło, ale trafiliśmy, bardzo szybkie wodowanie kajaka, luknięcie na mapę z punktami i w drogę. Wiosłowaliśmy ile ręce pozwalają, nawet nie wiem ile czasu nam to zajęło, ale chyba szybko. Następnie wskok na konia, kilka obrotów, ćwiczeń w siodle i znowu siedzieliśmy na rowerach, wiedząc, że jesteśmy 1 MIXem, ale rywale depczą nam po piętach, zacisnęliśmy zęby.

DSC_0954

W szczególności chyba ja i jechaliśmy ile nogi pozwalają, zdobywając kolejne pkt, BnO, przejazd przez pole, układanie puzzli, przyjemny przejazd wzdłuż autostrady i jako wisienka prawie już na torcie rolki. Niby krótkie, ale w tym roku nie wzięliśmy swoich i Władek dostał, bez hamulca, a ja za luźne, nie dopinające się, więc nie było łatwo. Metę widzieliśmy już przed oczami, tak więc nie było co narzekać tylko jechać do przodu, złapałam się Władka, żeby nie odstawać i tak równym krokiem dojechaliśmy w jedną i druga stronę, mijając po drodze rywali, oczywiście z uśmiechem na ustach. Ukończyliśmy bez żadnych usterek na zdrowiu i sprzęcie, chociaż pokonanie ronda z górki, bez hamulca było wyzwaniem.

DSC_1226

Ostatni odcinek to tylko przejazd przez centrum i podjazd długi pod Radiostację, nie było mowy o żadnym zmęczeniu. Jak to Władek cały czas powtarzał ostatni odcinek i meta, pedałujemy ile sił fabryka dała – może to był ten decydujący moment, który zadecydował o zwycięstwie … ?? Z uśmiechem na ustach dojechaliśmy jako I MIX i 5 miejscem ogółem, ale czy 1 miejsce udało się zdobyć ?, tego nie wiedzieliśmy jeszcze przez dłuższy czas; cieszyliśmy się z dobrego, udanego naszego startu. Reszta naszej ekipy mniej lub bardziej może zaliczyć swój start do udanych. Gucio z Tomkiem zajęli 12 miejsce w swojej kategorii, a dziewczyny po przygodach z dętką, opona i całym kołem zajęły 27 miejsce w kategorii z lekkim niedosytem na pewno na więcej.

Rajd mogę zaliczyć do bardzo udanych, choć dość ciężkich, mocne napieranie od początku do końca wymagało dużego wysiłku, jednak chyba o to chodzi w AR

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

*

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>