«

»

Navigatoria, czyli to co najlepsze w AR

Biegniemy z Kasią plażą i myślę sobie, że ludzie startujący w rajdach przygodowych to są ostro popie…ni. Wbiegamy do morza, w którym woda ma ok. 8 stopni, żeby podbić kolejny punkt kontrolny, normalni plażowicze zaczynają kręcić filmy, pewnie pokażą je później swoim znajomym z komentarzem, jakich to idiotów widzieli dzisiaj na plaży. Odcinek Swim&Run zamienił się na szczęście w Run&ZamoczJajka, więc nie było tak znowu najgorzej. Wystartowałem w sandałach i był to całkiem niezły pomysł :) po tym 4 kilometrowym odcinku ubrałem zwykłe buty, które całkiem długo pozostawały suche. W ogóle start i meta Navigatoria Adventure Race usytuowane były tuż pod sopockim molo, kierownik Rafał co 30s, powtarzał mantrę „Zawodnicy wyruszą zaraz na 100 kilometrową trasę”, nie wiem czemu, ale Kasi się ten tekst bardzo nie podobał, spacerowicze przystawali i patrzyli na nas ni to z podziwem, ni to z politowaniem, ni to z miną „a po jaką cholerę?”.

Fotografie użyte w relacji są autorstwa Ewy Wróbel i Adama Soroki i pochodzą stąd i stąd

IMG_0390

Wyjazd z Sopotu na rowerach i od razu dał o sobie znać JPM („Je..ny Poziom Morza”). Non-stop podjazd, który zakończył się przy punkcie nr 2, na którym rozpoczęliśmy etap BnO, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Początkowo sami, potem dogoniliśmy Łowców Przygód, a w końcówce jeszcze 2 zespoły i prowadziliśmy to stadko przez kolejne punkty kontrolne. BnO idealne na rajd, było trudne, więc kto mógł się wykazał (Franek z Jackiem kończyli na 1 miejscu), ale nie na tyle trudne, żeby ludzi nieobytych z mapą zniechęcić już na starcie. My kończymy koło 5 miejsca i ruszamy dalej na rowerach.

 

IMG_0517

Oczywiście zapominam, że mam w plecaku SPD-y i jadę w butach do biegania :) chociaż może to i lepiej, bo na początek jest więcej prowadzenia niż jazdy. Na PK3 największa wtopa. Wchodzimy idealnie, ale o tym nie wiemy, bo drogi, którą idziemy nie ma na mapie. Wprowadzamy rowery na górę, a ja biegnę zwiedzać okoliczne jary, w sumie 5 podbiegów po 40-50 m każdy – kocham Trójmiejski Park Krajobrazowy. Ostatecznie punkt stoi 50 m od miejsca, gdzie została Kasia z rowerami. Ja zgrzany, Kasia wymarznięta ruszamy dalej i idzie dobrze do PK5. Z mapy wynika, że do punktu nie dochodzi żadna droga, próbujemy pod linią wysokiego napięcia, ale lipa. Ostatecznie znowu trzeba dojść kawał na nogach, żeby odbić punkt. Tutaj trochę mieliśmy pecha, bo od drugiej strony szła ładna droga, lokalesi wiedzieli i sporo zyskiwali :( Tuż przed PK6 wyprzedzając nas 2 zespoły i niestety na zadaniu specjalnym musimy postać 15 minut w kolejce. Kasi wdrapanie się na most kolejowy po drabince idzie błyskawicznie, jeszcze tylko króciutki przejazd rowerowy i już wodujemy kajak na rzece Raduni.

 

10334473_239010522955664_7703453751729025436_n IMG_9539

Do kajaka wzięliśmy zakupione wcześniej w piekarni smakołyki, ale nie bardzo jest je kiedy zjeść. Rzeka jest dzika, ma dość ostry prąd i omijając jedną przeszkodę już trzeba uważać na kolejne. Super zabawa, tylko w brzuchu pusto. Kilka razy muszę wysiąść, żeby przepchnąć kajak przez zwalone drzewa, raz jest po łydkę, raz po uda, za chwilę po pas. Ostatecznie na bardziej leniwym odcinku przed zaporą udaje nam się zjeść dwie pizzerki :) Na przenosce doganiają nas Łowcy Przygód i nas wyprzedzają, ale na kolejnej znowu ich doganiamy i szybciej wodujemy, wyprzedzają nas znowu, ale na końcu tego etapu spotykamy się  jak przebierają się w suche rzeczy. Nam niestety tych suchych rzeczy tutaj zabrakło, ale dzięki temu nie marnujemy czasu i ruszamy na trekking, żeby się trochę rozgrzać. Jest koło 19 i mamy jakieś 21km z buta, wiemy że nie zdążymy przed zmrokiem.

10275526_239247559598627_8686055193454853106_o

Na szczęście pierwszą część, trudniejszą nawigacyjnie udaje nam się pokonać jeszcze za dnia i noc nas łapie tuż przed PK13. Tutaj mały problem, bo w miejscu gdzie powinien być punkt jest wielki wykop pod kolejkę metropolitarną, ale posiłkując się telefonem do organizatora udaje nam się go namierzyć. Doganiamy kolejne zespoły (po raz 5 na tym etapie zespół Łowcy Przygód :) ), a nas doganiają takie co skróciły sobie trasę i nie były na PK11. Taką większą grupą domaszerowujemy w końcu do PK15, gdzie ponownie wsiadamy na rowery. Kolejny super odcinek RJnO, dość trudny, szczególnie pokonywany w nocy, ale nie na tyle, żeby był niewykonalny. Po nim już tylko 2 punkty w naszym ulubionym Trójmiejskim Parku Krajobrazowym (patrz góry jak smoki). Na pierwszy jedziemy objazdem i był to wariant dobry, na drugi czarnym szlakiem i był to wariant gorszy. Ostatni punkt na sporej górce i wbiegam na nią dwa razy, bo za pierwszym nie znalazłem lampionu. Ja rozgrzany, Kasia ponownie zamarznięta, ale czeka nas już tylko zjazd do Sopotu (tutaj JPM  już był spoko). Na metę wjeżdżamy koło 2, czyli po 15h od startu :) Jestem dumny z mojej naŻyczonej :) Miejsce na razie nieznane, ale jest duża szansa na TOP10.

Chłopcy – Franek i Jacek – walczyli o podium, ale gorzej im poszedł kajak, a w rowerowym mapniku zostawili kompas i na trekkingu zrobili babola na 30 minut i ostatecznie wylądowali na 4 miejscu.

IMG_0354 IMG_0364

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

*

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>