«

»

Z Agatką na drodze, czyli Zimowe 4 Żywioły

Zimowy Rajd Czterech Żywiołów traktowaliśmy jako poligon testowy przed tym co czeka nas za dwa i pół tygodnia, a mianowicie Zimowym Rajdem 360 stopni na dystansie 350 km. Chcieliśmy przetestować jak się ubrać na poszczególne etapy w zimowej aurze, poćwiczyć biegówki, wypróbować start w czwórkę, z dziewczyną w składzie, holowanie na rowerze… Nie wyszło praktycznie nic, ale i tak spędziliśmy bardzo fajny weekend w miłym i sympatycznym składzie: Mocny Krzysiu, Dzielna Agata, Pechowy Franek i Gruby Marek, bo taką nieformalną „czwórkę” utworzyliśmy na tym rajdzie.

Po letnim R4Ż (nasz relacja) uznaliśmy, że na pewno wrócimy na jurę za rok, Stowarzyszenie Vajra postanowiło zrobić nam dobrze wcześniej i dorzuciło kolejną swoją imprezę do kalendarza rajdów. Swoją drogą kalendarz rajdów na 2014 rok wygląda godnie (link – Andrzejowi B. należy się duże piwo za ładne zareklamowanie naszych imprez :) ). Rajd niby zimowy, ale na jurze +5 stopni, zero śniegu i tak naprawdę najbardziej wymarzłem w bazie, w której nie wiedzieć czemu nie działało ogrzewanie i na sali gimnastycznej było około 12 stopni.

Mgła, zero słońca, bardzo, bardzo wilgotno, na szczęście nie wieje. Równo o 10.00 ruszyliśmy sprzed szkoły w miejscowości Bydlin. 4 kilometrowy dojazd do etapu BnO, tam chwytamy mapę – wszyscy pobiegli w prawo, to my w lewo :) nie będziemy za darmo wystawiać punktów :) Oczywiście podobnie zrobili Marcin Krasuski z Sabiną Giełzak, taka już jest taktyka osób, które dobrze nawigują, jeśli chcesz coś zyskać, nie możesz dać się komuś podczepić „na ogon”. Marcin z Sabiną mijają nas po pierwszym punkcie, my biegniemy spokojnie, pod górę szybko maszerując. Staramy się z Frankiem przekazywać naszym partnerom wskazówki dotyczące nawigacji. 6-kilometrowe BnO zajęło nam około 50 minut, a kończymy je tuż po Sabinie i Marcinie, błędów nawigacyjnych raczej nie popełniali, więc albo Sabina ma jakiś zły dzień (to w końcu rekordzistka trasy Rzeźnika!), albo Agata jest turbomocna :)

Na rowerze zagadka się wyjaśnia – Agata jest turbomocna :) grzejemy asfaltem, Krzyś prowadzi, reszta jedzie za nim na kole, każde spojrzenie w mapę powoduje, że muszę podgonić peleton, co przychodzi mi z niemałym trudem, szczególnie na podjazdach :( W miejscowości Cieślin wybieramy chyba złe odbicie i musimy zsiąść z rowerów, żeby podprowadzić je przez prawie kilometr po błotnistej, stromej drodze. Na samym punkcie doganiamy zespół Tetrahedron i razem odnajdujemy punkt sprytnie przymocowany z drugiej strony drzewa.

Na trójeczce znowu doganiamy Sabinę i Marcina (wspominałem już, że Agata jest hipermocna? ), jednak przy dojeździe na czwórkę popełniamy mały błąd (5-10 min ) i dojeżdżają nas kolejne ekipy: Zulus, Nonstop MIX i ponownie Tetrahedron. W drodze na piątkę, Franek stwierdza, że jednak dopompuje sobie koło, bo poruszamy się głównie asfaltami, w związku z czym na zadanie specjalne dojeżdżamy po wszystkich. Na szczęście organizatorzy postanowili odejmować czas spędzony na oczekiwaniu na swoją kolej i 18 minut, które tam spędziliśmy nie wpłynęło aż tak bardzo na nasz wynik (oprócz tego, że strasznie wymarzliśmy, a noc złapała nas 20 minut wcześniej). Franek i Krzysiu super wykonali podejście pionowe, potem przejazd w poziomie i zjazd za pomocą rolki. Trening linowy z Adamem Rosińskim się przydał :) Został jeden punkt na rowerze i potem docieramy do Żelazka. Sporo się tam zmieniło od czasów jak 10 lat temu jeździliśmy tam na obozy orientacyjne. Tutaj czekają na nas przepaki i etap narciarski.

Etap narciarski jak z filmu Bareji, nie spodziewałem się, że zarządcy NZARP są aż takimi formalistami. W każdym razie mieliśmy do przebiegnięcia trasę BnO z nartami i kijkami w ręce. Przypominało to trochę bieg ze stelażami podczas rozstawiania punktów. Tylko, że narty mają około 2 m :) W związku z czym nie opłaca się biegać na azymut po haczą się o wszystkie gałęzie. Napotkanych spacerowiczów pytamy żartobliwie, czy widzieli gdzieś tu śnieg :P Gdy kończymy ten etap jest już ciemno.

Znów wsiadamy na rowery i ruszamy na PK13. Okazał się być pechowy, bo Frankowi na dojeździe ułamała się śruba pod siodełkiem. Siodełko zostało przymocowane kilkoma zipami, ale i tak od tego momentu Franek podjeżdżać mógł tylko na stojąco. 2 punkty dalej „Frankiewicz” łapie panę, nawet super szybka wymiana dętki to i tak około 10 minut straty. Poza Frankowym pechem na tym etapie nie działo się właściwie nic godnego uwagi. Pod koniec trochę zwolniliśmy, bo Franek zajechał się na „stojących” podjazdach. Do bazy dojeżdżamy około 21.40 i po 10 minutach wyruszamy na  35 kilometrowy trekking.

Ruszamy dziarsko, przechodzimy do marszu tylko na podejściach. Jednak w połowie drogi na PK19 odzywa się mały palec Agaty, którym o „coś” zahaczyła jeszcze w domu i teraz boli ją podczas biegu. Od tego momentu całość maszerujemy. Na PK19, całkiem fajne zadanie specjalne, podejście na drabince w jaskini, a potem zjazd. W połowie drogi na górę zacząłem żałować, że nie ubrałem rękawiczek, bo ręce strasznie mi zgrabiały od metalowych szczebelków. Mniej więcej w tym momencie zaczął lać deszcz i przejścia szczególnie przez pola, gdzie dodatkowo wiało, zaczęły być bardzo nieprzyjemne. Pierwszy błąd na tym etapie popełniliśmy przy PK20. Wychodząc z bazy, usłyszeliśmy, że punkt jest przesunięty i znajduje się przy samym zielonym szlaku, a nie tak jak na mapie.  Chyba źle się zrozumieliśmy, bo punkt stał dobrze, tylko zielony szlak był przesunięty i przebiegał zupełnie inaczej, niż na mapie. Tracimy tutaj z 20-30 minut :( Przydała się natomiast wskazówka, że punkt jest umieszczony w jaskini z kratą, bo w życiu bym nie wpadł na to, żeby do niej wchodzić :P Na długim przelocie do PK22 wszyscy zaczynamy przymulać, Franek śpiewa „Show must go on”, ale nie zna tekstu, trochę się ożywiamy rozmową o Age of Emipres. Na samym punkcie znowu błąd. Nie grają drogi, a dodatkowo rolnicy z jury, chyba ukochali sobie dopłaty unijne do upraw leśnych, bo to co na mapie jest polem na jurze w 50% jest młodnikiem. Trafiamy na nie tę górkę co trzeba, tam spotykamy zespół wertykal bikeBoard, który naprowadzamy na punkt (na mecie okazuje się, że z tym zespołem przegrywamy o 3 minuty 3 miejsce). Tuż przed ostatnim punktem nagle wyprzedzają nas 2 zespoły. Byliśmy pewni, że wleczemy się gdzieś na szarym końcu, a tu taka niespodzianka. Dostając błogosławieństwo Krzysia i Agaty ruszamy biegiem od ostatniego punktu, rozrywając naszą nieformalną czwóreczkę. Do 3 pozycji w kat. MM zabrakło 3 minut :(. Krzyś i Agata natomiast zajęli 3 miejsce w MIX-ach :) Ponad 150 kilometrowa trasa zajęła nam 18h45m i do zwycięzców straciliśmy tylko 3 godziny.

Prawie całe zawody pokonałem w dwóch warstwach na górze i w leginsach i bieliźnie termoaktywnej na dole. Niepotrzebne były ochraniacze na buty. Na dziennym rowerze jechałem nawet bez rękawiczek. Niestety z testów przed Zimowym 360 stopni nici, a w Suwałkach jak to w Suwałkach już „pi…i”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

*

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>