«

»

Izerska Wielka Wyrypa

Na Izerską Wyrypę udaliśmy się w 5 osobowym składzie. Byli wśród nas amatorzy – Kasia i Szymon, profesjonaliści – Marysia i Tomek oraz osoba która już trochę liznęła tematu, ale jakoś nigdy nie mogła się do tych pieszych maratonów przekonać. Moje obiekcje dotyczyły głównie małej ilości punktów w stosunku do długości trasy. Jak biegam lubię być cały czas skupiony na mapie, kontrolować swoją pozycję i mijane obiekty. Niestety piesze pięćdziesiątki, w których brałem do tej pory udział nie pozwalały na cieszenie się mapą, a to ze względu na łatwość trasy, małą ilość punktów, brak przygotowania fizycznego tudzież start z kolegami (bratem), którzy wyręczali mnie z roli nawigatora. Na IWW pierwszy raz mogłem poczuć jak to jest samemu przemierzać trasę polegając tylko na swojej głowie, nogach i kompasie. Co prawda dopiero od połowy, ale i tak cieszę się z tego doświadczenia.
Przebieg samego rajdu był następujący. Koło godziny 7 30 wyszliśmy z centrum zawodów na obrzeża miasta. Tam miało miejsce krótkie powitanie przez sędziego głównego, trzy słowa od kierownika rajdu, oraz odprawa przeprowadzona przez jednego z budowniczych trasy. 110 osób ruszyło gdy zegar na Lwóweckim ratuszu wybił godzinę ósmą. Na początek czekał nas przebieg obowiązkowy, jakieś dwa kilometry po faworkach na końcu którego czekały na nas mapy. Tempo nadawał Sebastian Ciesiółka, który pierwszy dopadł do map i ruszył drogą na wschód. Chwilę później poderwałem mapę z ziemi i zastanawiałem się „lewo czy prawo?”, po konsultacji z Tomkiem ruszyliśmy za Sebastianem. Przycięliśmy na samym początku przez pole, przeskoczyliśmy zapokrzywiony rów i wypadliśmy na drogę, która po 2,7 km doprowadziła nas w okolice punktu. Zeszliśmy na dół wyrobiska i pierwszy punkt zaliczony. Dość długi przelot drogą pozwolił nam obmyślić praktycznie całą trasę. Spieraliśmy się z Tomkiem kiedy zaliczyć punkt numer 5. Ja upierałem się, żeby zrobić go zaraz po dwójce, Tomek myślał o zostawieniu go na później coby idąc z OS-u mieć jeszcze jakieś urozmaicenie w drodze na punkt 6. Ostatecznie postawiliśmy na moim. Więc z dwójki wróciliśmy się 250 metrów drogą następnie ustawiliśmy azymut przez zaorane pole i wypadliśmy na drodze między lasami. Przez chwilę towarzyszył nam Tadeusz Piłkowski, jednak zamiast ciąć dalej postanowił nadrobić kilkadziesiąt metrów i pobiegł drogą. Przebiegliśmy na łące obok krowy, która nie miała wymion i wypadliśmy na drodze przed rzeczką. Dociągnęliśmy do asfaltu, i po jakiś 900 metrach odbiliśmy we właściwą ściechę. Na otwartej przestrzeni przycięliśmy na róg wystającego lasu, potem chwila zwątpienia czy to już ta droga czy jeszcze nie to, okazało się, że trzeba było podbiec jakieś 50 metrów dalej. Odbijamy w lewo. Rzeczka. Brzegiem w prawo. Punkt 5 podbity na karcie. Wracamy do drogi przez strumyk. Potem w górę przez las. Wypadamy na szczycie. Rozpościera się wspaniały widok. Zbiegamy nie tą drogą do miejscowości Pławna Dolna, witają nas poszczekiwania psów. Przebiegamy jakieś 300 metrów asfaltem i zaczynamy podejście pod małe wzgórze. Po drodze pozdrawiamy zawodnika z TP100, który walczył już 14 godzin na trasie. Wielki szacunek. Po podejściu zbieg, kilka elektrycznych pastuchów, rzeczka, skraj lasu. Celem było złapanie drogi, która niestety była trochę zarośnięta przez co ją przeoczyliśmy. Pobiegliśmy dalej wzdłuż strumienia i spróbowaliśmy jeszcze raz namierzyć drogę. Tym razem skutecznie. Droga doprowadza nas do ogrodzenia i świecącego punktu ósmego. Trochę pokrzyw, Tomek coś tam klnie pod nosem o jakiś leginsach, które podobno leżą u mnie w domu, ale biegniemy dalej. Kątnicę i Włócznik mijamy z lewej, przycinamy przez pole nieściętego chyba rzepaku, który skutecznie ogranicza nasze ruchy. Podchodzimy pod Łopatę i punkt siedem jest na karcie. Na dziewiątkę zbiegliśmy jak najszybciej do torów, następnie torami do Marczowa za mostem tniemy przez ściernisko. Znad Bobru powiewa miły wiaterek. Tomek mówi, że mamy mocne tempo. tuż przed wejściem na punkt wybija nam 2,5h. Na samym punkcie trochę poczesaliśmy, raz dlatego, żeby znaleźć punkt, drugi raz żeby znaleźć moje okulary przeciwsłoneczne. Po około 5 minutach bezowocnych poszukiwań się poddałem i zacząłem gonić Tomka. Dogoniłem go tuż za strumykiem i na punkt odżywczy wpadliśmy razem. Punkt odżywczy był najlepszy, najchętniej bym stamtąd nie wychodził. Pomarańcze, banany, woda, cień, to wszystko sprawiło, że po chwili byłem jak nowo narodzony. Na OS ruszyliśmy jeszcze razem, ale po 500 metrach Tomek postanowił spuścić mnie ze smyczy. Powiedział coś jak: „Mocny jesteś. Leć!”. Tak też uczyniłem. Zacząłem od najwyżej umiejscowionego punktu jakim był OS3. Trochę czasu zajęło mi zorientowanie się czy już jestem na tej dokładniejszej mapie. Gdy nabrałem pewności wszystko poszło jak z płatka. OS3 potem OS2 i OS1. Zaczęło się robić dosyć ciepło więc oprócz kontrolowania konsumpcji napojów postanowiłem się schładzać w strumykach (przemyć twarz, oblać kark, zmoczyć czapkę). Tę czynność powtórzyłem na trasie jakieś sześć razy. Wracając do trasy, to został mi ten długi przelot na szóstkę. Najpierw z 4 km asfaltem potem kilometr polem, półtora km asfaltem i 4,5 km polną drogą. Po drodze piękne widoki, mnóstwo kapliczek, krzyży, ciekawej zabudowy. Pozdrawiam się z zawodnikami biegnącymi w drugą stronę. No i wpadam w tą muldę, punkt stoi. Zostały mi cztery szybkie punkty. Najpierw rozwidlenie strumieni, potem róg płotu, potem znowu coś ze strumieniem, dwa kilometry asfaltu i punkt XX na którym mignęła mi z daleka jakaś postać. Pomyślałem, że to pewnie ktoś kto biegł w drugą stronę. Do mety zostało jeszcze jakieś 1,5 km więc postanowiłem wykrzesać resztki energii i spróbować podgonić owego śmiałka. Po jakiś 300 metrach dogoniłem czteroosobową grupę jak się okazało z trasy TP20. Przez rynek przebiegałem podczas gdy ratusz wybijał godzinę piętnastą. Pewnie gdybym biegał z zegarkiem zmobilizowałbym się do zejścia poniżej siedmiu godzin, a tak skończyłem z siedmioma pełnymi i jedną minutą. Tomek strasznie obolały przybiegł po 9h25, a Kasia z Szymonem po 13h. Brawa dla nich.
Podziękowania i pozdrowienia dla organizatorów.
Poniżej mapa z moimi przebiegami
[Franek]
Zdjęcia pochodzą z galerii mod-X.org

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

*

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>