«

»

Róża Wiatrów

Osoby, które znają Pana Zbyszka Hornika wiedzą, że jest to najbardziej rozkojarzona osoba, która robi coś fajnego :) (cytat z Ł.G.)

Nie wiem czy termin tegorocznej Róży Wiatrów był zaplanowany czy wynikał z tego rozkojarzenia, ale nie przeszkodził ponad 70 uczestnikom zmierzyć się z przygotowanymi przez Pana Zbyszka trasami. Mi fakt biegania w Wielką Sobotę odpowiadał jak najbardziej, w ten sposób można było upiec 2 pieczenie na jednym ogniu: świetnie się bawić podczas biegu z mapą a dodatkowo wymigać się od przedświątecznych domowych porządków :P

Na Róży Wiatrów poza mną startowali też Maciej i Gosia, z tym że na krótszej 25 kilometrowej trasie. Ja z początku zamierzałem biec sam, ale w końcu połączyłem siły ze znanym i lubianym Kubą Runowskim i po raz drugi w tym miesiącu całą trasę przetruchtaliśmy wspólnie.

Przed startem wpadłem w lekką panikę, bo nie mogłem w plecaku znaleźć kompasu, w końcu gdy go odnalazłem i poszedłem na salę gimnastyczną wysłuchać odprawy, okazało się, że ta już się skończyła i wszyscy zawodnicy ślęczą nad mapami obmyślając warianty (21 punktów i scorelauf – było nad czym myśleć). Co gorsza okazało się, że zabrakło dla mnie mapy i ostatecznie na minutę przed startem dostałem taką przerobioną z trasy rowerowej. Czasu na obmyślanie wariantu nie miałem zbyt dużo, dlatego postanowiłem rozpocząć od PK15, do którego był dość długi i prosty przebieg i był czas, żeby zastanowić się nad resztą trasy. Poza tym uznałem, że nie warto na początek biec na trudne punkty na Dziewiczej Górze i przecierać tam ścieżki. Po PK15 biegniemy przez pole na PK21. Przed nami dwójka zawodników, a nam dobrze biegnie się po przetartej przez nich w śniegu ścieżce. Niestety po tym punkcie Ci dwaj zawodnicy biegną w swoją stronę, bo byli z trasy TP25. Piknięcie zegarka – 10km w 58 minut, czyli tempo biegu odliczając czas na potwierdzenia PK około 5:30. Wpadamy z Kubą na odcinek BnO. Postanawiamy zaliczyć tylko 4 punkty (1-2-6-8), a resztę zgarnąć wracając z dalszych punktów na trasie. Niestety zalegający śnieg w lesie nie pozwala na bieganie i przez większość tego odcinka maszerujemy, ale niemal idealnie po kresce. Na 16stkę biegniemy przez Kamińsko, Pławno i tuż przed Hutą Pustą odbijamy na azymut przez las. Niestety znowu musimy przejść do marszu. W drodze na PK20 cofamy się po własnych śladach do głównej drogi i przez leśniczówkę Okoniec dobiegamy do PK20 w okolicach jeziora Karpnik. Punkt znaleziony szybko i równie szybko stamtąd uciekamy, bo grunt pod nogami dziwnie trzeszczy, a mokre stopy to ostatnia rzecz, o której teraz marzymy. Tuż po kolejnym punkcie (PK17) spotykamy chłopaków z trailTeamu, którzy zaliczali trasę w odwrotnym kierunku. Kontrolne pytanie „ile na liczniku?” „20km „. My mamy 25km z małym haczkiem, ale jeszcze najtrudniejsze punkty przed nami. Chłopaki żalą się, że całe BnO na Dziewiczej Górze musieli przespacerować. Teraz przed nami ostatni dłuższy przelot na trasie a potem dokończenie BnO na „Trakcie Poznańskim” i BnO na „Dziewiczej”. Wciągam żela i ruszamy z kopytka – odpoczywać będziemy spacerując na odcinkach BnO. Na moment przed szybszym biegiem powstrzymuje nas jednak wataha dzików, która spacerowała sobie po „naszej” drodze. Jeden z warchlaczków nie chciał z niej zejść i dopiero po naszych prośbach pobiegł w las za resztą watahy. Ścieżki w lesie się nam nie zgadzały, a bieganie dłuższych odcinków na azymut nie miało sensu, więc postanowiliśmy nadłożyć trochę drogi, żeby jak najszybciej dostać się do asfaltu (sam nie wierzę, że to piszę) i przez Trzaskowo docieramy do 18nastki. BnO na „Trakcie Poznańskim” zaczynamy od PK7, który leży na skraju mapy. Potem 400m na azymut do PK5, który wystawia nam spora grupka. Poznaję dziewczyny z trailTeamu i trochę się dziwię, że jesszcze nie są na mecie (byłem pewien, że startują na 25km). Na czwórkę znowu azymut i tutaj częściowo nawet udaje nam się biec. Na trójeczkę 2 dość ciężkie podejścia, ale udaje się odnaleźć bez problemów. Teraz przed nami 4,5km przebieg na kolejną mapę do BnO. Punkty na tej mapce postanawiamy zaliczać od PK10. Na tym przelocie czuję się bardzo niepewnie i co rusz kontroluję kompas, dodatkowo w pewnym momencie urwała się nasza przecinka i gdy ją z powrotem odnaleźliśmy nie byłem pewien czy to na pewno ona. Wszystko skończyło się na szczęście po naszej myśli. Punkty na „Dziewiczej” zaliczaliśmy maszerując, ale wszystkie prawie idealnie po kresce. Po 20 minutach już zbiegaliśmy po drugiej stronie góry kierując się na ostatni PK19. Mimo, że w Czerwonaku powstało trochę nowych budynków, których nie było na mapie udało nam się całkiem nieźle ściąć i po ok. 5,5h podbijaliśmy ostatni punkt i rozpoczęliśmy finisz. Na metę dobiegliśmy jako pierwsi po 5h51min z 45,3km w nogach. Jak na razie trasa na Róży Wiatrów to nr 1 z wszystkich w jakich startowałem na PMnO :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

*

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>