«

»

Zima 2013

Działo się trochę od początku 2013 roku, ale jakoś wszystkim brakowało czasu, żeby cokolwiek tutaj napisać. Zatem od początku:

Stowarzyszenie rajdkonwalii.pl

Stało się! Jesteśmy oficjalnie Stowarzyszeniem – Klubem Sportowym. Załatwianie wszelkich papierów trochę trwało, ale od teraz wszystkie imprezy będziemy organizować już „na legalu”. Nasz klub ma w tej chwili 15 oficjalnych członków-założycieli w tym aż 7 dziewczyn :) Plany startów na ten rok są spore i już na kwietniowych Wertepach rajdkonwalii.pl wystawi po raz pierwszy klasyczny 4-osobowy zespół :)

Śnieżne Konwalie

Będą w trakcie załatwiania formalności związanych z założeniem klubu zdążyliśmy zorganizować pierwszy rajd już pod nowym szyldem: Śnieżne Konwalie. Zawody główne rozegrały się na dwóch trasach 50 i 25 km. Ta dłuższa zaliczona została do cyklu Pucharu Polski w Maratonach na Orientację. Oprócz nich były 3 trasy w klasycznym biegu na orientację, na których startowali głównie młodzi zawodnicy wielkopolskich klubów BnO (Pozań, Mochy, Raszków i Leszno) oraz uczniowie ZSP Nietążkowo. W sumie w imprezie wzięło udział 161 osób i sądząc po komentarzach (http://rajdkonwalii.pl/zima/galeria/) chyba spisaliśmy się całkiem nieźle w roli organizatorów.

Poznaj Poznań Nocą

Początek roku 2013, jak i końcówka roku 2012 stały pod znakiem startów w cyklu zawodów sprinterskich Poznaj Poznań Nocą organizowanych przez WKS Grunwald Poznań. Na starcie ostatniego etapu stanęło aż 9 członków rajdkonwalii.pl. Etap ten był biegiem pościgowym, a lista startowa była ułożona na podstawie wyników we wcześniejszych biegach w cyklu. Ostatecznie Kasia zajęła 7 miejsce w kategorii Początkujących, Andrzej był 10 w Zaawansowanych, a w kategorii Elita po bratobójczych pojedynkach Marek był 2, Władek 7, Franek 8, Patela 10, Ada 11, a Jacek 15.

Włóczykij Trip Extreme

Po zeszłorocznych sukcesach (Marek – 4, Władek – 6) w klasyfikacji generalnej PMnO i w tym roku mamy plany, aby w tym rankingu być jak najwyżej. W Śnieżnych Konwaliach wystartować nie mogliśmy, na Skorpiona było nam za daleko, dlatego nasz sezon startów w maratonach na orientację na 50 km rozpoczęliśmy od Włóczykija.

Na starcie wuchta wiary – prawie 200 osób – w tym my: Władek, Andrzej i ja (Marek). Po otrzymaniu map wybraliśmy swój wariant zaliczania punktów. Pokrótce zakładał on, aby najpierw pobiec do PK22, a potem wyprzedzać osoby, które go na początku ominęły. Punkt, gdzie mogliśmy godzinę odpocząć miał być mniej więcej w 2/3 trasy. Ruszyliśmy w tempie około 5’15″/km ale i tak po chwili wyprzedził nas Łukasz Romanowski, a potem Janek Lenczowski. PK22 podbijaliśmy właściwie razem, bo lepiej ścięliśmy przez pole, potem oni pobiegli na południową część trasy, a my „gonić” tramwaje na północ. Rzeczywiście plan okazał się słuszny i na kolejnym punkcie dostaliśmy wystawkę. Po nim Andrzej zaczął trochę słabnąć i zostaliśmy z Władkiem w dwójkę. Po bardzo widowiskowym przebiegu przez pola przy zachodzącym słońcu wpadliśmy w okolice PK20 i niestety za wcześnie wbiegliśmy nad rzeczkę, przez co zamiast drogą przez ok. 500m biegliśmy wzdłuż rzeczki przez krzaczory tracąc kilka minut. Na kolejnym punkcie (PK42) dogoniliśmy sporą grupkę w tym ekipę trailteam Poznań. Przed nami był najtrudniejszy przelot na PK44 w Puszczy Bukowej. Myśleliśmy, że chłopaki połączą z nami siły, ale postanowili biec po swojemu. My wybraliśmy wariant najtrudniejszy – najbliżej kreski, ale mimo tego, że zrobiło się już kompletnie ciemno, udało się go wykonać niemal perfekcyjnie. Kolejne punkty (PK49 i PK88) wpadły bez problemu i już biegliśmy długi przelot do punktu z czas-stopem. Dłużyło to się niemiłosiernie, ale po ok. 4h10min wpadliśmy do mieszkania sołtysa wsi Drzenin. Na liczniku 35km. Na punkcie dowiadujemy się, że mamy około 20 minut straty do braci Grabowskich i Pana Andrzeja Urbańskiego, jednak oni mają zaliczony jeden punkt mniej (o czym nie wiedzą :) ). Postanawiamy wybiec z bazy około 10 minut po nich i na początku szybko ich podgonić. Pana Andrzeja doganiamy już przed kolejnym punktem (PK82) i razem męczymy się z „perferatorem” przy ozdobionym w bombki drzewku (opis punktu Merry Christmas :) ). Potem postanawiamy zamiast biec nasypem kolejowym, nadłożyć ok. 800m i na kolejny punkt pognać asfaltem. Pomysł okazał się słuszny, bo tuż przed PK33 doganiamy braci Grabowskich. Jesteśmy w piątkę, a punkt nie chce się znaleźć. Opis „pustaki”, na cyplu kilkanaście domków – każdy z pustaków, gdzieniegdzie stoją stosy cegieł. Punkt właściwie mógłby stać wszędzie. W końcu po 25 minutach Władek go dostrzega, o tym jak trudny był to punkt może świadczyć to, że w momencie gdy Władek krzyczał „Jest!” lampion wisiał 50 cm od mojej łydki na stosiku 4 cegieł. Stwierdziliśmy, że ten punkt nie miał nic wspólnego z orientacją, więc zawołaliśmy Braci G. i Pana Andrzeja (normalnie zgasilibyśmy lampki i czym prędzej uciekli :P ). Na kolejnym punkcie niestety powtórka z rozrywki, punkt właściwie zaznaczony na środku lasu i nie za bardzo było się od czego odbić. Tym razem punkt znajdują bracia G. i wołają nas. Tutaj straciliśmy tylko z 5-10 min. Nam zostaje już tylko dobiec do mety, Oni mają do zaliczenie jeszcze PK22, który my podbiliśmy na początku. Niestety w drodze na metę zagadujemy się i przegapiamy nasz odbicie, na cofnięciu się tracimy kilka minut i na metę wpadamy tylko minutę przed wspomnianą wcześniej trójką. Nie udało się odrobić starty z czas-stopu i przegrywamy z nimi 2 miejsce. Nasz czas to około 7h, do zwycięzcy Janka Lenczowskiego tracimy ponad pół godziny. Andrzej dobiega na metę w czasie 9h37min (21 miejsce) i jest z siebie bardzo zadowolony, co prawda też zaczesał na 2 ostatnich punktach, ale dzięki manewrowi z początku (zaliczony PK22) udało mu się w końcówce wyprzedzić kilku konkurentów. Jak biegliśmy i się ścigaliśmy można oglądać tutaj: http://orientrack.pl/event/view/wloczykij13_50

Złoto dla Zuchwałych

W kolejny weekend byliśmy z Kasią u jej rodziców, a baza maratonu, który odbywał się właśnie wtedy, była oddalona o zaledwie 25 km od ich domu. Grzechem byłoby nie wystartować! Złoto dla Zuchwałych miało opinię zawodów bardzo prostych nawigacyjnie (tak było) i niezbyt dobrze zorganizowanych (tu bym nie przesadzał). Na początek nie lada wyzwanie – dojechać bez mapy do bazy w miejscowości Chrośna – w centrum Puszczy Bydgoskiej. Pamięciówka wyszła mi całkiem nieźle i nie pobłądziłem. Start o godzinie 7.00 – na wspólny bieg umawiam się ze znanym i lubianym Kubą Runowskim. Od startu wszyscy skręcają od razu w jakąś drogę, mnie wydaje się za wcześnie, ale jak się okazało start zaznaczony był w złym miejscu –  przesunięty o około 300 m. Na szczęście alternatywna droga była tak samo długa i łatwo zaliczamy pierwszy punkt na naszej trasie – PK2, potem bez problemu PK1. Na PK8 myli nas trochę opis „skrzyżowanie”, bo punkt stoi na brzegu bagienka. Tracimy może 2 minuty. Na PK12 ścinamy przez łąki i musimy 2 razy sprawdzać nasze możliwości skoku w dal – obie próby zaliczone – jeszcze jesteśmy susi. PK11 trafiamy idealnie ścinając gdzie się tylko dało. Minimalny błąd popełniamy przy PK10, przecinki, wycinki, nowe zagajniczki – prawie nic się tam nie zgadzało. Jakby punkt obiec od prawej byłoby pewnie dużo łatwiej, a tak tracimy z 5 minut. Na przebiegu na kolejny punkt mijamy się z tramwajem biegnącym scorelauf w drugą stronę. Na liczniku mamy 24km, a z mapy wynika że do mety jeszcze jakieś 17. Czyli, że jesteśmy trochę do przodu :). Przy PK9 zbijamy się w sporą grupkę: Bernard Waszczyk, Jarosław Bartczak, Jan Gracjasz, Artur Małowińśki, Marcin Owczarski, Grzgorz Guzik, Kuba i ja. Takim peletonem biegniemy długi przelot na PK4 i na brzeg jeziorka wpadamy w 8 osób ( na liczniku 32km i 3h30min). Po rundce dookoła i nie znalezieniu punktu postanawiam zadzwonić do organizatora. Najpierw nie mam zasięgu, potem on nie odbiera, przy trzeciej próbie pada mi bateria. Dzwoni napotkany rowerzysta – poczta głosowa. W końcu komuś udaje się  dodzwonić i organizator tłumaczy nap na którym cyplu powinien stać punkt. Ale go nie ma. Pan Rowerzysta robi mi zdjęcie i biegniemy dalej. Tracimy około 20 minut. Kolejny przebieg znów banalny i znów nie możemy znaleźć punktu. Teraz pewny, że go nie ma jestem już bez dzwonienia do organizatorów – robimy zdjęcie i biegniemy dalej. Nasz grupka się trochę szarpie. Do przodu wyrywa Bernard Waszczyk, my biegniemy 100m za nim z Marcinem Owczarskim, reszta została gdzieś z tyłu. Jeszcze na przebiegu na ostatni punkt niepotrzebnie ładujemy się w młodnik i tracimy z 2 minutki. Na polu na przebiegu na metę uciekamy Marcinowi i wpadamy z Kubą na metę na trzecim miejscu z czasem 5h25min. Przebiegnięty dystans 42,5km. Ostatnie 10km zajęło nam prawie 2h, z czego ponad 30 minut szukaliśmy punktów, których nie było. Złamalibyśmy 5h gdyby nie te 2 punkty. Oprócz tego mogliśmy jeszcze urwać z 10 minut na własnych mini-błędach.

Mapa z przebiegami:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

*

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>