«

»

On-Sight AR Lubniewice

Jako, że nie jestem tak biegłym w piórze jak Marek, mój raport będzie krótki i zwięzły.
A więc rajd On-sight, miejsce tak jak w roku poprzednim – Lubniewice.
Start
O 9:00 piękna pogoda, dużo słońca tylko pod koniec się trochę zepsuła i lunął deszcz. Na ryneczku, runda honorowa i ruszyliśmy w trasę.
Na pierwszy punkt:
Trzeba było przedrzeć się przez las z rowerami na plecach, gdyż nie prowadziła do niego żadna ścieżka.
Na drugi punkt:
Wpadliśmy razem z Gena Team i tam również trzeba było wnieść rowery. Po wyprowadzeniu rowerów z lasu bach! Dziura w przednim kole. Wymiana dętki zajęła nam 6 minut i wyprzedziły nas dwa teamy.
Na trzeci punkt:
Wybraliśmy wariant asfaltowy, wydawało nam się, że będzie pewne wejście na punkt. Opis punktu Koźli Kamień tuż za rozwidleniem, po 10 minutach szukania napotkaliśmy tubylca, ktory pokierowal nas na owy kamień, ale punktu nie mogliśmy znaleźć. W międzyczasie nagromadziło się ok. 9 ekip i gdy w końcu ktoś znalazł lampion, można powiedzieć, że wyścig zaczął się od nowa. Podczas poszukiwań zauważyłem, że z przedniego i tylnego koła powoli schodzi mi powietrze. Nie mieliśmy już żadnej dętki na zmianę, także podjęliśmy decyzję, że będziemy dopompowywać.
Punkt czwarty:
Wydaje mi się, że spory błąd na wariancie, bo znowu wybraliśmy asfalt i trochę kilometrów nadrobiliśmy. Podczas tego przelotu cztery razy dopompowywałem powietrze i na każdym takim postoju uciekały po dwie cenne minuty. Na samym wejściu wjechaliśmy w przecinkę za wcześnie i co prawda było tam kilka głazów, ale przy żadnym nie bylo punktu. W końcu cofnęliśmy się do drogi i kawałek dalej 100m wgłąb lasu był punkt.
Przelot z czwórki do bazy:
Fatalny błąd, zamiast na rynek (obok którego przejeżdżaliśmy) zajechaliśmy w miejsce oznaczone kwadratem, tam kazali nam zostawić rowery w bazie (która była na rynku) i wrócić pieszo, w ten sposób dołożyliśmy sobie 1,5 km. Trochę nas do podłamało, ale wzięliśmy jedną z dziurawych dętek i ruszyliśmy na rower wodny.
Rower wodny
Słoneczko grzało, pedałowaliśmy i jakoś te punkty zaliczyliśmy. Przed nami było 5 ekip i niestety nic nie udało się na tym urządzeniu podgonić. Podczas płynięcia załataliśmy dętkę.
BnO
Zdaliśmy rower i wyruszyliśmy na naszą koronną konkurencję. Niestety organizatorzy ukrócili nam trasę o 2 punkty i z pięciu zostały trzy. Na pierwszy punkt coś tam można było ściąć, ale głównie szło się drogami, atrakcją byla przeprawa przez rz. Lubniewkę. Drugi – cały czas drogą, można powiedzieć, że wzdłuż kreski i wejście 50 metrów w las. Trójka już trochę trudniejsza nawigacja, początek ok. 1 km drogą, potem dwie przeprawy, najpierw przez Lubniewkę, a potem przejście przez znane nam z zeszłego roku drzewo nad bagnem. Sam punkt stał w dość zarośniętym obniżeniu. Powrót do bazy ok. 3km jedną przecinką.
Trekking
Dosyć mocno chciało nam się pić, więc zakupiliśmy 3 litry wody, zmieniliśmy dętkę i udaliśmy się na trekking. Kolejny raz przeprawa przez znaną nam już Lubniewkę, tym razem w miejscu gdzie było pasmo szerokości ok. 15 metrów monstrualnych pokrzyw. Z doświadczenia wiedząc, że przyjęcia takiej dawki na mokre ciało kończy się trzema nieprzespanymi nocami, postanowiliśmy wyciąć sobie drogę przy użyciu prowizorycznych „maczet”. Na samym punkcie dogoniliśmy zespół Misie Logistysie, w którego składzie był orientalista Dawid Sobański. Mając do wyboru pomiędzy łatwym wariantem w pełnym słońcu, a trudniejszym, ale przez las, wybraliśmy ten drugi. Ok. 500 metrów musieliśmy iść przez pole, liczyliśmy na jakąś miedzę, albo chociaż wydeptaną traktorową ścieżkę niestety nic z tego i mieliśmy do pokonania najpierw pasmo żyta, potem pszenicy a na koniec dojrzałego rzepaku, który jest naprawdę niezłym utrudnieniem. Punkt ambona świecił się już z kilometra. Został ostatni punkt z trekkingu. Pewnie przycieliśmy przez las wypadliśmy na skraju pola i droga zaprowadziła nas do podnóża górki na której wisiał lampion. Podczas drogi do bazy pogoda zaczęła się psuć, najpierw zaszło słoneczko, potem się trochę ochłodziło i zaczęło lekko kropić, aż w końcu padać. Wpadliśmy do bazy, powiedziano nam, że mamy ok. 20 minut straty i jestesmy czwarci. Zostało 15 km roweru, no to gonimy.

Rower
Wsiadwszy na rower zauważylem brak powietrza w tylnym kole, dopompowałem jednak po przejechaniu 300 metrów, totalnie zeszło. No to nic, łatanie, wjechaliśmy pod daszek zajęło nam to troche więcej czasu niż przy wymianie dętki. Rozpadało się na dobre. W końcu ruszyliśmy w trasę, prosto asfaltem widzialem tylko tylne koło Pateli. Niezbyt pewni czy to już droga w którą mamy odbić, przez cały czas kontrowaliśmy kierunek i ładnie wyskoczyliśmy na mostku. Jeszcze coś koło kilometra i byliśmy na punkcie. Tam czekało na jednego z nas zadanie specjalne jakim była drabinka. Podczas gdy podbijałem punkt Patela ubrał się w uprząż i już zaczął się wspinać. Przytrzymałem mu drabinkę, żeby się za bardzo nie lyrała i mimo deszczu bez problemu wszedł i zszedł. Okazało się, że mamy 20 minut straty, ale nadal chcieliśmy walczyć. Na następny punkt Patela poprowadzil nas bezbłędnie, był to przelot którego najbardziej się obawialiśmy. Na drodze widzieliśmy świeże ślady kół i wciąż liczyliśmy, że uda nam się podjąć walkę. Jednak w końcówce gdy jechaliśmy w piachu, lekko opadłem z sił, a słowa Mateusza „Franek, chyba Ci powietrze z tyłu schodzi”, kompletnie mnie załamały. W końcu dowlekliśmy się do asfaltu, usiadłem Pateli na kole i udało się dojechac do mety.
Meta
Cali przemoczeni wjechaliśmy na metę o 19:30, nie takiego czasu spodziewaliśmy się po trasie Speed. Pierwsze miejsce zajęła Navigatoria (9:37), drugie Harpagan (9:59), trzecie Gena Team (10:21)

Podsumowanie:
Bardzo ciepło. Pech z dętkami. Wydaje nam się, że źle ustawiony punkt. Szkoda, że skrócono orientację. Rower wodny to dobry pomysł jako alternatywa kajaku na trasie Relax naszego rajdu.

Wnioski:
Na następny rajd wziąć jedną dętkę więcej.
Dętkę zmieniać, albo jak trzeba łatać od razu, a nie bawić się w dopompowywanie.
Na przepaku jak tylko jest możliwość zostawić sobie jakieś picie.
Omijać pola rzepaku.
Uważniej słuchać komunikatów organizatorów odnośnie przebiegu trasy.

1 komentarz

  1. Rysiek pisze:

    Co do roweru to on ma bardzo częsty defekt tych opon, w Poznaniu było bardzo podobnie… więc coś nie tak chyba musi być z tymi kołami :P to taka mała dygresja. Pozdrawiam i do zobaczenia na RAJDZIE KONWALII !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

*

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>