«

»

Harpagan 43

Początkowo chęć wyjazdu na Harpagana deklarował Tomasz, który w końcu chciał ukończyć swoją pierwszą setkę, potem Władek namawiał mnie, żeby iść na 100km, jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się na trasę 50km. Wciąż mamy tak, że ten dystans jesteśmy w stanie przebiec w miarę niezłym tempie, natomiast 100km to dla nas walka o dotarcie do mety i umieranie przez kolejny tydzień

W piątek po pracy wyruszyliśmy z Poznania samochodem z dwoma poznanymi przez forum harpaganowe Bartkami, którzy startowali na trasie rowerowej i była to ich pierwsza w życiu impreza na orientację. Droga zleciała dość szybko, bo chłopaki chciały się dowiedzieć jak to na takich imprezach jest, a my mogliśmy szpanować ile to nie wiemy i jacy fajni to nie jesteśmy :) Do Czarnej Wody dotarliśmy tuż przed startem trasy TP100,  na sali gimnastycznej zajęliśmy miejsce znajomych setkowiczów, poszliśmy się zarejestrować i położyliśmy spać. Spania za dużo nie było, bo jak na sali śpi 200-300 osób to zanim się wszyscy położą trochę mija, a od 3 w nocy co rusz do sali wbiegali setkowicze, którzy kończyli pierwszą i wybiegali na drugą pętlę. Wstaliśmy około 6, zjedliśmy śniadanko, wyszykowaliśmy plecaki i wyszliśmy na boisko skąd był start.

PK1

Na pierwszy punkt na trasie wybraliśmy wariant z prawej strony, drogami, bezpiecznie, bez cięcia przez las, żeby wczuć się w mapę. Przez długi czas prowadziliśmy peleton, ale potem wyprzedziło nas kilku szybszych biegaczy, w tym 12 czy 13letni Fryderyk Pryjma… Ja na śniadanie zjadłem chyba o jedną bułkę za dużo i trochę dokuczał mi żołądek. Czas na pierwszym punkcie – 23min ok. 4km

PK2

Na przelocie na dwójkę trzeba było pokonać rzeczkę – Strugę oraz dość groźnie wyglądający kanał. Można było pójść do mostku w Leśnej Hucie lub Wiecku, a my wybraliśmy 3 opcję – przejście rzeki wpław. Znaleźliśmy jakieś drzewo i udało nam się zamoczyć właściwie tylko buty, potem trochę na azymut dotarliśmy do kanału, trochę nie pasował mi jego kierunek, ale długo się nie zastanawiając przeszliśmy na drugą stronę, brnąc w wodzie po uda. Po chwili dobiegliśmy do kolejnego kanału i tam wyjaśniło się, dlaczego kierunek poprzedniego nam nie pasował. Chcąc nie chcąc wpakowaliśmy się do wody po raz trzeci. Idąc na palcach udało mi się nie zamoczyć najwrażliwszego miejsca, Władek miał trochę gorzej. Złapaliśmy odpowiednią przecinkę, która poprowadziła nas prosto na punkt. Teoretycznie był to 10km trasy, ale biorąc rzekę wpław skróciliśmy sobie około 2km. Czas 53min.

PK3

W drodze na trzeci punkt zaczęło padać i to całkiem mocno, ale my i tak byliśmy już cali mokrzy, więc było nam wszystko jedno. Początkowo zamierzaliśmy pobiec na azymut do Leśniczówki Grzybno, ale zatrzymał nas jakiś płot i ostatecznie obiegliśmy Jezioro Grzybno od północy. Pod koniec przebiegu zaczęliśmy doganiać setkowiczów, co dodatkowo nas mobilizowało. Dla nich był to już 65km, a dla nas dopiero 15nasty – nie mogliśmy być wolniejsi. Czas na punkcie 1h29min – dystans 16,5km

PK4

Z trójeczki ruszyliśmy na północ do leśniczówki Pikowo. Wyciągnąłem batonika i udało mi się przekonać Władka, żeby chociaż podczas jedzenia nie kazał mi biec. Minutka marszu i lecieliśmy dalej. Wzdłuż jeziora Drzęczno, przez tory, a potem drogą prosto na punkt. Tuż przed punktem spotkaliśmy Irka Kociołka, który szedł już na piątkę. Mieliśmy do niego straty około pół kilometra. Dystans 24km – czas 2h 12min

PK5

Nie chcieliśmy, żeby nasi konkurenci spotkali nas tak, jak my spotkaliśmy Irka i od razu z punktu ścięliśmy przez las do równoległej przecinki, niestety nie sprawdziliśmy kompasu i trafiliśmy nie na tą drogę co trzeba. Pierwszy błąd, który kosztował nas z 2 minuty. Potem w miarę bez problemów trafiliśmy na piąty punkt. Dystans 31km – czas 2h 54min

PK6

Władek wybrał wariant na szósteczkę, a ja wykorzystałem ten moment na dokończenie batonika (nie dane mi było zjeść całego na 3 punkcie). Trwało to może 2 minuty, ale zniecierpliwiony Władek już mnie poganiał. Spojrzałem na mapę. Przez chwilę myślałem o wariancie z braniem rzeki wpław, ale tym razem rzeczka wyglądała groźniej, a my byliśmy bardziej zmęczeni. Wariant Władka był bardzo dobry, a po chwili odpoczynku biegło mi się znowu całkiem dobrze. Przebiegliśmy przez jeden mostek, potem przez drugi w okolicach leśniczówki Grzybno (2 leśniczówki o takiej samej nazwie w promieniu 5km), ale niestety 3 mostka nie było i mimo naszych starań przy wyborze wariantu, kąpiel okazała się nieunikniona. Co gorsza poziom wody sięgał powyżej 2m i trzeba było pływać. Pływanie w butach, z plecakiem, gdy znosi cię prąd nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy, ale na pewno jest bardzo orzeźwiające. Tacy orzeźwieni dobiegliśmy na 6 punkt, gdzie sędziowie poinformowali nas, że jesteśmy na 5- miejscu i przed nami były dwie 2-osobowe grupki, jedna 30min wcześniej, a druga 5 minut (w rzeczywistości pierwsza grupka była 3-osobowa i była na punkcie 15 minut przed nami). Dystans 37km, czas 3h30min

PK7

Pozostał nam do odnalezienia jeden punkt i 13 kilometrów do przebiegnięcia, złamanie 5h robiło się coraz bardziej realne. Na początek trzeba było dobić się do mostku w miejscowości Pustki. Po około kilometrze dogoniliśmy Irka Kociołka i Tomka Grabowskiego, czyli że już jesteśmy wspólnie na trzecim miejscu (w rzeczywistości byliśmy na czwartym), gdyby udało się tak dobiec do mety. Mimowolnie przyspieszyliśmy, minęliśmy Pustki, dobiegliśmy do łąki leżącej na północ od nich i pobiegliśmy wzdłuż niej. W pewnym momencie Irek stwierdził, że ten przelot jest chyba dłuższy, niż zakładane przez budowniczego 5km. Mi też już się trochę dłużyło i sprawdziłem mapę z kompasem. Kurcze, biegniemy w złym kierunku, o jakieś 90 stopni. Wybiegliśmy na łąkę i zaczęliśmy biec wzdłuż jej brzegu zgodnie z kompasem, ale jej kształt ewidentnie nam nie pasował, wlecieliśmy do lasu dobiegliśmy do dość charakterystycznego skrzyżowania i Władek pokazuje mi, gdzie jego zdaniem jesteśmy. Ustawiłem znowu mapę z kompasem i nijak mi to nie pasowało. „Przecież źle trzymasz mapę…” !?! Rzeczywiście w totalnym amoku zmęczenia obróciłem mapę o 90 stopni ustawiając ją do napisów w tabelce z opisami punktów. Na mapach do biegu na orientację jest zasada, że wszystkie napisy muszą być ustawione tak samo, zgodnie z północą, tak, żeby obojętnie jak ma się złożoną mapę można ją było bezproblemowo zorientować. Niestety po raz kolejny przyzwyczajenie z zawodów w biegu na orientację spowodowało błąd na maratonie na orientację, gdzie pewne rzeczy nie są zdefiniowane przez przepisy. Na ostatni punkt dobiegliśmy z 25minutowym błędem i ponad 2 dodatkowymi kilometrami. Sędziowie poinformowali nas, że jesteśmy na siódmym miejscu (w rzeczywistości byliśmy na 4). Ten przebieg zajął nam 57min i na 8km przed metą mieliśmy czas 4h 27min.

Meta

Szanse na podium i czas poniżej 5h przepadły i tak, jak zawsze potrafiłem wykrzesać z siebie  resztki sił na finiszu, tak tutaj totalnie mnie ten błąd na ostatni punkt rozbroił. Powiedziałem Władkowi, żeby biegł do przodu, bo może uda mu się kogoś minąć i poleciał razem z Irkiem i Tomkiem Grabowskim. Chwilę szedłem, potem zacząłem truchtać, minął mnie Piotr Chyczewski, znowu zacząłem iść, na3km przed metą się trochę zmobilizowałem i po chwili dogoniłem Irka, który też już opadał z sił. Razem zmotywowaliśmy się do walki i dobiegliśmy na metę na 7 miejscu, Władek z Tomkiem Grabowskim zajęli 4 miejsce. Wygrał Remik, który też popełnił błąd na ostatni punkt, ale nie tak duży jak my. Niestety przywiózł ze sobą dwóch chłopaków i Władziu zamiast cieszyć się z drugiego miejsca zajął miejsce tuż za podium.

Władek czas 5h13min miejsce 4
Marek czas 5h24min miejsce 7

Nasze przebiegi:

Władek lecący na finiszu:
Irek waga piórkowa i Marek waga ciężka:
Zdjęcia z galerii Pawła Piwowarskiego: https://picasaweb.google.com/118315029965783110936/22Kwietnia2012Harpagan43

5 komentarzy

  1. Krasus pisze:

    Zdradźcież towarzysze sekret: jak nanosicie przebieg na mapę? Wygląda bardzo profesjonalnie:D

  2. Marek pisze:

    Korzystam z Ocada – http://www.ocad.com/
    Starsze wersje są chyba darmowe. Generalnie narzędzie służy do kreślenia map, ale do nanoszenia przebiegów też jest spoko. Jak znasz rozdzielczość pliku graficznego z mapą to pozwala również zmierzyć przebyty dystans, ale raczej w sporym zaokrągleniu

  3. Krasus pisze:

    Dzięki wielkie, pobawię się w wolnej chwili:) Pozdr i gratuluję wyników!

  4. Klayman pisze:

    Heh „waga piórkowa” wygląda na tym zdjęciu na całkiem spore gabaryty. No i widać moje piękne lądowanie na pięcie w porównaniu z twoim profesjonalnym lądowaniem na śródstopiu :D

    Wielkie dzięki za ściganie się na trasie (mijanka na pk4 dała nam niezłego kopa) i wspólny finisz. ;)

  5. Grażyna pisze:

    Podziwiam, Was Panowie!!! Relacja o pokonywaniu rzeki wpław – mrożąca krew w żyłach!!! Ciekawa jestem, jak dzisiaj się czujecie. Katar murowany! Może się mylę???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

*

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>